piątek, 27 stycznia 2017

In the village of olive trees/W wiosce drzew oliwkowych



 
In the village of olive trees

We were not planning to visit this small village, not at all. Actually my Mother and I wanted to go to Ramla Bay on this hot day. We were sitting since already 30 minutes on the bus station in Rabat and were distasted due to high temperatures. As we lost our hope to reach the Ramla Bay, we hoped into the bus going to Żebbuġ, a village with a population of nearly 2.000 people, including Marsalforn. In a bus were only 4 people; we, one woman staring on the map of Malta and the bus driver himself. This was quite weird on the one side, but also great on the other side. Why great? Because we both were sick and tired of noise, crowded streets and cities and just looking for peace and quiet. Żebbuġ seems to be perfect place for not being disturbed, my Mother said, she would even take under consideration buying a small apartment or a farm house here. I totally agree with her!
View of Citadella in Gozo's capitol from Żebbug

The name of the village means "olive trees", a crop for which the village used to be noted. Now there are only few, which remain. The areas around Żebbuġ have been inhabited for millennia. There are Bronze Age remains. It is also considered to be the highest village in Gozo above sea level. Indeed from the hills of Żebbuġ you can see the whole island, this is amazing! These days the village is known of lacework and local cheese of Gozo made out of sheep’s milk.

Interesting is the monumental, for such a small village, church dedicated to the Assumption of Mary (Maltese: Santa Marija), established on 28 April 1688 by bishop Davide Cocco Palmieri. The village's parish church is the oldest one in Gozo, apart from St George's basilica (1678) and the cathedral (1714) in Victoria.

I would not recommend Żebbuġ to anyone looking for special attractions, but this is a perfect place to fell and ‘hear the quiet, to admire the landscape, to talk with locals at small shop, as we unfortunately have not founded any open cafeteria. Personally I felt in love with this small village ‘far away’ from crowded capitol of Gozo. I founded my personal end of the world, where I could definitely spend more time, just relaxing and not being disturbed by anyone.
 
W wiosce drzew oliwkowych
Trafiłam do tego miejsca zupełnie przypadkiem. Siedziałyśmy w strasznym upale razem z Mamą na dworcu autobusowym w Rabacie i chciałysmy pojechać nad morze, do Ramla Bay. Autobus jednak spóźniał się już pół godziny, my zaś miałyśmy dość zapachu spalin i chciałyśmy po prostu w ciszy i spokoju spędzić to popołudnie. Kiedy więc podjechał autobus do Żebbuġ, postanowiłyśmy dać szansę tej małej wiosce, a może po prostu za wszelką cenę chciałyśmy się wyrwać z zatłoczonej stolicy Gozo?
Droga wiodła na północ, za oknem przesuwały się jedynie pola uprawne. Przy wjeździe na wzgórza, na których położona jest wioska, autobus rytmicznie sie trząsł. Oprócz nas i jednej pani, wpatrzonej w mapę Malty, nikt nie podróżował w tym kierunku. Było to z jednej stony niepokojące, zaś z drugiej gwarantowało, że wioska nie jest przepełniona turystami.  Przeczucie nas nie zawiodło. Wioska była prawie pusta, dzięki czemu mogłyśmy niejako celebrować ciszę, której tak nam przez ostatnie dni brakowało. Piękne widoki oraz mili ludzie, których spotkałyśmy przy małym, miejscowym sklepiku wywarły na nas bardzo dobre wrażenie. Moja Mama pokusiła się nawet o stwierdzenie, że Żebbuġ, którego nazwa oznacza dosłownie drzewa oliwkowe, byłby idelanym miejscem do kupna małego mieszkania, bądź niewielkiego domu. Musiałam się z nią zgodzić, ponieważ zagłebiając się w informacje o wiosce, dowiedziałam się, że nie zagląda tu zbut wielu turystów, zaś niewielka liczba mieszkańców, szacowana obecnie na ok.2.000 tys. osób razem z mieszkańcami nieodległego Marsalforn, gwarantuje ciszę i leniwe, wypełnione słońcem popołudnia bez zgiełku wielkiego miasta. Wszytko to, czego żadna z nas nie miała na co dzień.
View from Żebbug to Marsalforn, widok z Żebuggu na Marsalforn

W czasie wykopalisk archeologicznych znaleziono w wiosce dowody na to, że pierwsze ludzkie siedlisko istniało tu już w epoce brązu. Nazwa miasta pochodzi od plantacji drzew oliwkowych, które kiedyś tutaj rosły. Dziś nie pozostało ich zbyt wiele. Co ciekawe, wokół właśnie tej wioski uprawiano również bawełnę, z której kobiety wytwarzały piękne i znane na cąłej Malcie, i nie tylko, koce. Dziś rolnicy przestawili się na winorośl i produkcję wina. Mówi się nawet, że każde gospodarstwo domowe w Żebbuġ produkuje własne wino. Wytwarza się tutaj także znany ser z Gozo, z owczego mleka. Wiele osób uprawia również cebulę, pomidory i ziemniaki.

Przyjmuje się, że Żebbuġ jest najwyżej położoną wioską na Gozo n.p.m. Jak już wspomniałam roztacza się niej widok na całą Wyspę Kalipso. W dole, stosunkowo niedaleko od Oliwkowej Wioski, na dole, nad samym morzem, znajduje się Marsalforn, znana miejscowość wypoczynkowa na Gozo. W XVII wieku planowano zbudować tam wielką fortyfikację obronną, która miałaby zastąpić, nienowoczesną Cytadelę w Rabacie. Niestety z braku środków finansowych nie doszło to do skutku. Później, w XVIII wieku zbudowano tam pewne fortyfikacje obronne, nie przetrwały jednak w całości do naszych czasów. Z tego co mi wiadomo,  można dziś zobaczyć tylko jakieś pozostałości z tamtych czasów, jak armaty.

 

Na uwagę w wiosce zasługuje również monumentalny, jak na taką małą wieś,  kościół św. Marii, malt. Santa Marija. Mówi się, że mieszkańcy Żebbuġ są bardzo religijni, potwierdza to istnienie w wiosce wielu stowarzyszeń religijnych.
Niestety, mimo godzinnych poszukiwań, nie znalazłyśmy z Mamą żadnej otwartej kawiarni, tylko niewielki sklepik, w którym mogłyśmy kupić wodę. Moje wrażenie co do tego miejsca jest następujące: życie płynie tu powoli, z dala od turystycznych atrakcji Gozo. Ludzie się nie spieszą, żyją sobie spokojnie, w zgodzie z rytmem natury. Nie jest to więc miejsce dla poszukujących wrażeń i atrakcji turystów, bo zwyczajnie będą się tutaj nudzić. Fajnym pomysłem jest jednak wędrówka do Żebbuġ, a stamtąd przykładowo do Marsalforn, czy też na północny zachód, w kierunku wioski Xewkija, o której niedawno wspominałam.
Ja byłam z tej spontanicznej wyprawy bardzo zadowolona, bo odkryłam mój własny, mały koniec świata.

piątek, 20 stycznia 2017

National Library of Malta /Narodowa Biblioteka Malty

Postcard, personal collection of Tina.


The National Library of Malta (malt. Bibljoteka Nazzjonali ta' Malta) was founded by Grand Master Emmanuel de Rohan-Polduc in 1776. The library contains the archives of the Order of St. John, the Università of Mdina and the Università of Valletta. It is located in the city center of Valletta near the Grandmaster's Palace. In front of bibliotheca is a very nice restaurant, where you can have a tasty meal or just drink a coffee, observing people passing by and enjoying the nice, Maltese weather. What was interesting for me is the fact, that the library building was designed by the Polish-Italian architect Stefano Ittar, and it is an early example of neoclassical architecture in Malta. It comes from 18th century. Bibliotheca has many old documents in its archive. Once of the most valuable is Pie Postulatio Voluntati, a papal bull issued by Pope Paschal II in 1113 confirming the establishment of the Order of St. John.


Personally I have never used the bibliotheca, but I read some opinions about it. Most of them aren’t too good. One of them, from year 2015, written by Mark Anthony Falzon in The Times of Malta gives us a picture of bibliotheca as home for carpet moths only, not good books or reading culture. Here a short quote: 

The library today is still an extended Trimalchio’s feast for worms. Partly the reason is that, amazingly enough, the place employs no qualified book conservators. The few book binders who work there do their best, but that’s not good enough. The result is that precious volumes like Diderot’s Encyclopédie end up being ‘restored’ the rough way.

Partly, the problem is that the library lacks resources. There are one or two people who work there who are passionate about books and the collection, and who are experts in their field, but that’s about it. I’m happy to assume that the rest have nothing but good intentions, but we know what sort of paving stones good intentions make.


Cafeteria near the library, winter view
   
The whole article can be read under (EN): 
 
It’s all about MONEY and lack of experts being ready to work in this institution. Another point is probably sinking prestige of humanistic sciences and strong impact of technology on our live. I might be wrong, but statistics don’t lie and our society does read less and less. Personally I’m a book worm. Many times I was staying with a cup of coffee in front of bookshop window and thinking how miserable would be my life, if I could not read. I do use library and additionally on regular basis spend large amount of money on books.  But again, what would be life without reading and world without books and libraries? Would it be still be a human world? Or just a desert under reign of machines, which from obvious reasons do not need a lecture, never.  

 
Left ide: Grand Master Palace, right side: the library

Narodowa Biblioteka Malty (malt. Bibljoteka Nazzjonali ta' Malta) została założona przezWielkiego Mistrza Emmanuela de Rohan-Polduc w 1776 roku. Jest to zapewne jeden z powodów dlaczego dziś to właśnie tam przechowywane są archiwa Zakonu Rycerzy Maltańskich. Sam budynek jest położony w samym centrum Valletty, obok Pałacu Wielkiego Mistrza. Przed biblioteką znajduje sie miła restauracja, gdzie można zjeśc coś zmacznego lub po prostu wypić kawę i poobserwować przechodniów. Restauracja cieszy się dużą popularnością nie tylko z powodu lokalizacji, ale także miłej obługi i atmosfery, która tam panuje. Uwielbiam siedzieć przy stoliku i mieć z jednej strony bibliotekę, otoczoną drzewami pełnymi świergoczących ptaków, z drugiej zaś teatr i pałac WM. Często siedziałam tam bez książki i gazety, nawet bez towarzystwa, wygrzewając się w słońcu i rozkoszując historyczną aurą tam panującą. Ciekawostka był dla mnie fakt, iż projekt biblioteki stworzył architekt polsko-włoskiego pochodzenia, Stefano Ittar. Biblioteka zbudowana jest w stylu neoklasycznym i pochodzi z XVIII wieku. Jednym z najbardziej cennych dokumentów w archiwum jest bulla papieska z 1113 roku, Pie Postulatio Voluntatis, ustanawiająca Zakon Rycerzy Maltańskich. 


Osobiście nigdy nie korzystałam z biblioteki, jedynie przyglądałam się godzinom otwarcia i czytałam komentarze rodzimych użytkowników. Jeden z nich, dziennikarz Mark Anthony Falzon, w swoim artykule z 2015 roku pisze o bibliotece jako wylęgarni moli, gdzie brakuje kompetentnego personelu i grona ekspertów, a także gdzie z powodu braku środków cenne wolumeny nie są restaurowane.  Artykuł z archiwum na ten temat, w j. angielskim można znaleźć pod poniższym linkiem:




widok na wejście do biblioteki/view of the main entrance to the library




Jak zwykle, chodzi o pieniądze oraz brak wykwalifikowanej kadry. Myślę jednak, że problemy tej i nie tylko tej biblioteki, są związane z ogólnym spadkiem renomy nauk humanistycznych oraz powolnym zanikiem kultury czytania. Nacisk jest kładziony głównie na zawody techniczne, nowe wynalazki, technologie przyszłości, zaś statystyki wskazujące na fakt, że czytamy coraz mniej, to smutna rzeczywistość. 

Osobiście jestem tzw. molem książkowym. Nie tylko wypożyczam książki, ale i miesięcznie wydaję na nie niemałe sumy. Często stoję przed dylematem, kupić czy też nie kupić, staram się jednak opanowywać i nie tworzyć gór nieprzecyztanych książek w domu. Często, spacerując po mieście z kubkiem kawy w ręce, przystaje przed witrynami księgarni i z zachwytem patrzę na wszytkie nowe i stare wydania. Myślę wtedy zawsze o tym samym: jak ubogie byłoby moje życie, gdybym nie potrafiła czytać? Myślę, że nasz świat bez książek nie byłby ten sam. Byłby jedynie pustynią, pełną robotów nie mających przecież potrzeby czytania, nieposiadajacych uczuć, miejscem nieciekawym i smutnym, bez fantazji. Dlatego warto chronić i inwestować w takie isnstytucje jak biblioteki, dlatego napisałam tego krótkiego posta o tym szczególnym miejscu na Malcie i jego problemach.  



Najbliższe otoczenie biblioteki i pałacu Wielkiego Mistrza, mój ulubiony tunel pod kolumnami

poniedziałek, 9 stycznia 2017

My Malta- or what surprised me on holiday/Moja Malta-czyli co mnie zaskoczyło na wakacjach

 


My Malta- or what surprised me on holiday

I'm always trying to tell you sth interesting with every post, but most of all encourage you to visit Malta, a magic place for me and my husband. today I want to point out on some things, which really surprised me during my stay on Malta and Gozo. Are you ready ? Here we go:

  • POLISH STEW (bigos) made in Malta. The funniest thing ever, which happened to me and my Mom at Pastizzi point: we  ordered spinach pastizzi, we got BIGOS pastizzi. For all of you who do not know what is bigos I can only give this link from Wikipedia https://en.wikipedia.org/wiki/Bigos. So we bought our 'spinach' pastizzi and went home. As we were very hingry, but needed to wait for my husband, who was diving, we decided to eat one piece together. We opened it and then saw a orange substance with some meat, looking like polish BIGOS. We like bigos, but this was not good. We are not sure what was the contet of this pastizzi, but we knew, that we will never buy it again.


Drinking a beer while the stomach was empty make us laught about POLISH TRADITIONS in Malta. we just could not stop laughing about it. unfortunately my husband, who is not really familair with polish cuisine and do not like it so much, could not understand why BIGOS is so funny for us. Well...it's hard to explain now. Anyway, if you do not feel like bigos, don't buy this pastizzi. 

  •  PROPERTIES FOR SALE: in Malta and Gozo almost every second house in bigger cities is for sale. This amount of properties for sale I saw last time in Bosnia, about  2006. I asked some locals why so many apartments and houses are empty and they told me, many people went to the capitol of Malta or to Italy and other countries, to earn money, due to bad labour market on Malta and Gozo. This is really sad...but as I can observe, it happens everywhere. 
  •  BUS TO FIT EVERYWHERE:  I already described you how Maltese people and driving and how bus drivers are driving. To this story I need to add one more thing: if you see very tight street, where even a car would have problems to go throught...you can be sure a bus is passing there by! On one of my very best pictures I managed to take a picture of this kinf of situation. No comment! 

  • DRINKING BEER:  I might be wrong, but none of people are drinking beer on a shelve or on bus station during the day. As we were sitting near the bus station with food in one and beer in the other hand, ALL possible people were looking very strange at us. Then our "JUNGS" were taking pictures with beer and coke, and the pedestrians were observing us like monkeys in the zoo.
  • BACK IN 5 MINUTES: if you see this kind of  board somewhere be prepared for 1 hour or even more waiting time. Keep cool, the sun is shining! Don't be in a hurry, you are on holiday.
  • SUNSETS:  I love sunsets, but is's sth hard to see great sunset middle in the city. In Malta and Gozo you can see it everywhre. I love it, does not matter if in winter, autum or summer. Sunset in Malta is a highlight.
Do you have any other things which surprised you on the fisrt sight? Share it with me adding a comment. Thanks and take care!


 Moja Malta-czyli co mnie zaskoczyło na wakacjach

Z każdym moim postem staram się nie tylko opisać wam jakies ciekawe miejsce, czy historie, ale i zachęcić do odwiedzenia Malty, magicznego miejsca na ziemi dla mnie i mojego męża. Tym razem jednak chciałabym wam podać kilka wybiórczych rzeczy, które zaskoczyły mnie na moich wielkich maltańskich wakacjach. Gotowi? No to jazda:

  • POLSKI BIGOS PO MALTAŃSKU: całkowicie przypadkiem odkryłyśmy z moją Mamą, że na Malcie jada się również...odpowiednik polskiego bigosu.Jak? Chciałyśmy zakupić na obiad dla siebie i mojego męża pastizzi ze szpinakiem. Takie też zamówiłyśmy po czym dumne z siebie i głodne ruszyłyśmy do hotelu, gdzie mój mąż przebierał się po nurkowaniu. Do przekąski kupiłyśmy również piwo, które wypite na pusty żołądek przyprawiło nas o iście szampanki humor. Mina nam zbledła, kiedy postanwiłyśmy zjeść jedną sztukę pastizzi na pół, po czym zamiast nadzienia ze szpinaku, z "pieroga" wypłynęła pomarańczowa masa z kapustą(?) i jakimś miesem oraz marchewką. Powiem szczerze, że uwielbiam pastizzi, ale bigosowa wersja kompletnie nie przypadła nam do gustu. Nie polecam.
  •  MIESZKANIA NA SPRZEDAŻ: tutaj chodzi mi oczywiście nie o sam fakt, ale o ogromną liczbę domów, posesji i mieszkań na sprzedaż. W miastach prawie co drugi dom na słynną tabliczkę FOR SALE. Zapytałam nawet Maltańczyków o co z tym chodzi i otrzymałam smutną odpowiedź, że wiele rodzin mieszka w stolicy Malty, bądź za granicą, gdzie szukają przede wszytkim lepszej pracy. Taka emigracja zarobkowa jest  nam Polakom dobrze znana. Smutne, że Malta i Gozo się nieco wyludniają ze względu na sytuację ekonomiczną, ale podobne problemy ma wiele innych państw.
  •  ZARAZ WRACAM: skąd my znamy tą wywieszkę? Na Malcie jest powszechnym zwyczajem wywieszanie tabliczki z napisem "wracam za 5 minut". Jeśli coś takiego widzicie, bądźcie pewni, że macie przed sobą conajmniej godzinę czekania. Ale spokojnie, przecież świeci słońce, a wy jesteście na wakacjach! Po prostu nie denrwujcie się i wróćcie później, albo nastepnego dnia, hahah. 
  • AUTOBUS ZMIEŚCI SIĘ WSZĘDZIE:  pisałam już kiedyś o tym jak się jeździ samochodem i autobusem na Malcie. Chcę tylko dodać, że jeśli widzicie bardzo wąską uliczkę, gdzie waszym zdaniem nie wejdzie samochód osobowy, to bądźcie pewni jednego, tą ulicą regularnie jeździ autobus. Tylko tyle i aż tyle. 
  •  PICIE PIWA W MIEJSCACH PUBLICZNYCH: tutaj mogę się oczywiście mylić, ale nie zauważyłam ludzi pijacych piwka na ławkach w mieście czy na dworcu autobusowym, co jest dla mnie normą zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Pewnie dlatego przechodnie dziwnie patrzyli na mnie i moją Mamę, kiedy siedziałysmy z piwkiem na dworcu w Victorii, a potem pstrykałysmy zdjęcia naszym "CHŁOPAKOM". Cóż, co kraj, to obyczaj.  
  •   ZACHODY SŁOŃCA: uwielbiam zachody słońca, jednak u mnie w mieście często trudno ten widok wyłapać. Na Malcie i Gozo jest inaczej. Nieważne gdzie jesteś, zachód słońca będzie napewno spektakularny.
A może wy macie jakieś spostrzeżenia i chcecie się nimi podzielić? Zapraszam do komentowania!