sobota, 30 stycznia 2016

Gozo, short characteristic/Gozo, krótka charakterystyka.


 
Gozo, short characteristic.
How to get there: Ferry from Northern part of Malta/Cirkewwa
If I had time, I would definitely make an questionnaire under title; What is Gozo? and send it to all possible people. The answers would surely make me laugh. The question above was truly sked to me, once I mentioned my holiday in Malta. A friend of mine, who has already been to Cambodia, Ghana and Nepal, who is familiar with name Lalitpur ( is it sth to eat?), did not know what Gozo is. I’m not blaming her, there is no such a person who knows everything, but one more time for her and for all, who think Malta is only one small island(not it is not, see the second post of the blog), I’m writing this short post mentioning the green island, how Gozo is commonly named.


Taking look of the measurements of Gozo we are not really impressed at first. The island is 14 km long and 7 km width. Planning the first trip to Gozo my husband thought we can see the whole island in one day, as it’s so small. After landing on Gozo and refusing having a taxi to Victoria( commonly called Rabat, capitol city of Gozo), we were walking and walking in the right direction and the way seemed not to have an end. What we did not know, is the fact that Gozo is not flat like a pancake, but very rangy (like Malta). It means on the map you may see that Victoria is just 3 km from the port, but in fact this are definitely not 3 km( believe me, we are people who jog about 10-14 km daily!!) . My hint would be: do not refuse taxi drivers waiting in the port, they are not expensive and ready to negotiate. We made this mistake at first, thinking WE CAN MANAGE and then we were desperately looking for any mean of transport.  I’m not exaggerating, Gozo has not such a good infrastructure as Malta and if you are hoping on going anywhere by bus, you are very wrong. Anyway after about 1,5 h looking for taxi, bus or a horseJ I sat on the street corner and was waiting for a miracle. It came in form of taxi passing by, which has been stopped by Atze. But then the prices were no more so low as in Mgarr ( the port, where the ferry stops). But taxis are not the only possibility to move from one city to another. There are also so called hop in, hop off busses. I can personally recommend them, depending on whether we want to see the whole island at one shot, or we have clearly defined aim of visit. Well this would be enough as short introduction to Gozo’s characteristic. To be continued.


Gozo, krótka charakterystyka.
Jak się tam dostać:  Prom z północnej części Malty, Cirkewwa

Gdybym miała czas na pewno przeprowadziła bym ankietę pt.; Czym jest Gozo? poprzez przeslanie jej do wszystkich możliwych osób. Pytanie przytoczone w temacie zostało mi naprawdę zadane i to przez osobę, która odwiedziła tak egzotyczne miejsca jak Kambodża, Ghana czy Nepal. Ta osoba ma nawet pojęcie czym jest Lalitpur (czy to cos do jedzenia?), nie wiedziała jednak co to Gozo, kiedy wspomniałam tą nazwę przy opowiadaniu o urlopie na Malcie. Oczywiście nie winie jej za tą niewiedzę, nie ma ludzi wszechwiedzących. Dla niej i dla wszystkich, którzy wciąż myślą, że Malta to tylko jedna mała wyspa, pisze ten post( po więcej informacji polecam zajrzeć do drugiego posta na tym blogu).
Gozo może się nam wydawać maleńką wysepką, jeśli spojrzymy na jej wymiary: 14 km długości i 7 km szerokości. Ta informacja, którą mój mąż wyczytał w Internecie sprawiła, iż był on święcie przekonany iż uda nam się zobaczyć całą wyspę jednego dnia  i to poruszając się na własnych nogach. Nic bardziej mylnego! Kiedy zeszliśmy z promu, postanowiliśmy oczywiście iść pieszo w kierunku stolicy i od razu odrzuciliśmy oferty stojących w porcie taksówkarzy. Proszę nie róbcie tego! Szliśmy więc, a czas mijał, natomiast celu nie było widać. Okazuje się bowiem, że Gozo jest tak samo górzyste jak Malta, więc odległość, która w linii prostej wynosi 3 km, na pewno w rzeczywistości trzema kilometrami nie jest (wierzcie mi, jesteśmy osobami, które biegają po 10-14 km dziennie!!). Zrozpaczeni i spoceni jak myszy szukaliśmy więc jakiegokolwiek środka transportu, aby przemieścić się w stronę Victorii (powszechnie zwane Rabatem miasto, stolica Gozo). Po 1,5 h szukania taksówki, autobusu, który będzie jechał (sic!), bądź koniaJusiadłam zrozpaczona na krawężniku i czekałam na cud. W tym miejscu pragnę jeszcze zaznaczyć, że jeśli wciąż wierzycie, iż infrastruktura na Gozo jest tak dobrze rozwinięta jak na Malcie, to możecie się rozczarować. Zasada numer jeden brzmi więc: nie liczcie na komunikację miejską na Gozo. Wracając do sytuacji, w której się znaleźliśmy, doczekałam się osobistego cudu w postaci mijającej nas taksówki, którą zatrzymał Atze. Jednak uwaga, taksówkarz poczuł się panem sytuacji i nie był już tak tani, jak Ci z Mgarr( port, gdzie ląduje prom), więc podążajcie za moją radą i negocjujcie ceny zaraz po przybyciu na Gozo z głową podniesiona do góry,  a nie jak my wyczerpani upałem i wyglądający jak dzieci zagubione we mgle. Ktoś spyta czy nie istnieje inna alternatywa poza taksówkami, oczywiście tak.  Stanowią ją tzw. autobusy hop in, hop off. Tutaj jednak trzeba sobie przemyśleć jaki jest nasz cel. Jeśli jesteśmy tylko jeden dzień na Gozo  a zależy nam na konkretnej atrakcji, to lepiej wybrać się tam taksówką( jest to po prostu tańsza opcja), jeśli jednak wiemy, że na Gozo mamy tylko jeden dzień i chcemy wyrobić sobie ogólny pogląd o wyspie, to warto kupić bilet na taki autobus i objechać całą wyspę(najlepiej wpierw bez wysiadania). Tyle na dzisiaj, temat Gozo będzie oczywiście kontynuowany.
 

czwartek, 28 stycznia 2016

In the silence of ecclesiastic cloisters/W ciszy kościelnych krużganków




In the silence of ecclesiastic cloisters

There is no need to be religious to visit a church. The magical atmosphere of churches; their pondering silence, smells and bells, people clotted in devotion, all this always attracted me to go in and spend a minute  in their interior. My favorite places are small chapels, hidden in the middle of nowhere or very old churches, where the burning olibanum is hypnotizing my senses. A church is also a good place to think over, make a decision or just enjoying sitting there and not being disturbed by any external factors.


 Malta is a country separated into 2 dioceses (Malta + Gozo), where we can find in total 359 churches. This means for one square kilometer you find more than 1 church. This amazing place of cult density make Malta very special destination. Not mentioning well-known sanctuaries like St Paul's Catacombs and St Agatha's Catacombs (Ir-Rabat near Mdina, Malta) or Our Lady from Mellieħa (Malta), believe me, in every city you can find pearls of sacred architecture. Official statistic says 98% Maltese are catholic. But please do not take these things so straight, and Malta is not kind of conservative country ruled from Vatican City. Not at all! So do not think during Christmas all the shops are closed. This is actually the best time to visit Malta for shopping due to seasonal sale.   


 Coming back to the topic, I can give you a hint regarding one of the most peaceful places, which I know in Malta. I have discovered it by accident, once I was on my way to another worth seeing place, which I will describe soon. At first I just saw open doors; it is like an invitation for me. I’m of course not going into foreign private houses, but I’m quite snoopy person. I got in and was amazed about the building itself. There was nobody there, just me prying around. In the middle I saw an orange tree garden and a small fountain. Going further I discovered a chapel of Our Lady of the Grotto (Il-Madonna tal –Ghħar). The whole convent with his chapel, office for catholic radio and connected with big church, was like a mythical labyrinth. I sat on the limestone wall and was enjoying this moment of silence in the middle of Dominican cloister. Nothing more, nothing else.



W ciszy kościelnych krużganków
Nie trzeba być wierzącym, aby wejść do kościoła. Ba, nie trzeba być nawet katolikiem, aby podziwiać unikalną atmosferę panująca w świątyniach; wszechogarniająca cisza, zapach kadzidła, bicie dzwonów i zastygli w skupieniu, całkowicie oderwani od codzienności ludzie, szepczący swoje modlitwy- wszystko to wabi mnie aby wejść do środka i spędzić choćby minutę w ciemnych, pachnących starością murach. Nie lubię nowoczesnych kościołów, nie lubię katedr, gdzie odurza mnie blichtr i przepych bizantyjski, gdzie każdy kąt jest oświetlony niczym teatralna scena. Lubię stare, czasem nawet przez wszystkich zapomniane, obiekty kultu położone daleko od głównego szlaku. W kościele można przemyśleć sobie pewne sprawy, można podjąć trudne decyzje, bądź po prostu odpocząć od zgiełku ulicy.





Malta podzielona jest na dwie diecezje (Malta + Gozo), gdzie znajduje się w sumie 359 kościołów. Oznacza to, że na jeden kilometr kwadratowy przypada więcej niż 1 świątynia! Pielgrzymom, wielbicielom architektury, oraz wszystkim zainteresowanym, mogę powiedzieć, że oprócz najbardziej znanych miejsc jak  katakumby św. Pawła i św. Agaty (Ir-Rabat koło Mdiny, Malta) czy sanktuarium Naszej Pani z Mellieħa (Malta, północny kraniec, niedaleko promu na Gozo) w każdym, naprawdę w każdym miasteczku i mieście, znajdziecie jakiś ciekawy obiekt sakralny. Oficjalne statystyki mówią, że 98% ludności na Malcie to katolicy. Pewnie niejedna osoba wyobraża sobie teraz Maltę jako marionetkowe państwo Watykanu, rządzone przez kler. Nic bardziej mylnego! Jeśli wydaje się komuś, że w okresie Bożego Narodzenia wszystkie sklepy są zamknięte, to mogę od razu rozwiać jego wątpliwości. Grudzień to jeden z najlepszych miesięcy na wizytę na Malcie m.in. z powodu wyprzedaży oraz ciekawej dekoracji bożonarodzeniowej.

 Wracając do tematu kościołów, zdradzę teraz moje ulubione miejsce, gdzie mogłabym godzinami siedzieć w ciszy i nie odczuwać upływu czasu. Odkryłam je przez przypadek, będąc w drodze do innego celu, o czym niedługo wspomnę. Szłam ulicą i zobaczyłam otwarte drzwi, nie wahając się za długo postanowiłam zajrzeć do środka. Niech nikt nie myśli, że jestem jakimś przestępcą wchodzącym do cudzych domów, jeśli tylko nie są zamknięte. Jestem po prostu ciekawska i w przypadku budynków publicznych często daję upust swojej wrodzonej pasji odkrywania nowych miejsc. Znalazłam się na pustym korytarzu. Oprócz mnie nie było tam nikogo, zrobiłam więc mały obchód po tym obiekcie, który okazał się być dominikańskim nowicjatem. Zachwycił mnie mały ogród  z drzewami pomarańczowymi i niewielką fontanną, mała kaplica oraz połączony z nimi duży kościół. Okazało się, że jestem w sanktuarium maryjnym znanym jako Nasza Pani z Groty (Il-Madonna tal –Ghħar). Ten okazały kompleks budynków jawił mi się jako labirynt, ponieważ im dalej szłam, tym więcej widziałam, zaś korytarze zdawały się nie mieć końca. Usiadłam w  popołudniowym słońcu na murze, wyciągnęłam z plecaka butelkę wody i wpatrując się w dojrzałe pomarańcze, kontemplowałam otaczającą mnie ciszę. Nie mogę sobie wyobrazić doskonalszej chwili.




niedziela, 24 stycznia 2016

Uniqueness of Maltese language/Wyjątkowość języka maltańskiego




 

Uniqueness of Maltese language


The time to write about Maltese language has come! My aim is, like always, not to copy information already written by other, or repeat well-known facts, but giving you sth new, or at least awaken your interest for this Semitic language written in Latin characters. The shorter description would be: Maltese is a composition of old Arabic, Italian and English languages. It’s really not easy to learn it in a short time! In my personal opinion, it’s also quite difficult for foreigners because of pronunciation. English speakers can find wide offer of books and spending time in the sun of Malta and training the language is not bad option for holiday, isn’t it?

But let stick to the fact I wanted to narrate. Since 1964 (Malta’s independence) we have two official languages of Malta: Maltese and English. Generally I can say that English is spoken by 99% of the population, but it’s not rare to meet someone, who does not understand English. I’m of course aware that not all tourists coming to Malta are fit in English. The example I named in polish version of this post was my Mother. She speaks almost only Polish (aside from some Russian) , but she managed to communicate without bigger difficulties not only in Malta, but also in Mexico, where she even played a role of  ‘interpreter’ on the market by buying some souvenirs. Maltese people are like she: open to other people, ready to speak not only with their tongue. Gesture or non-verbal languages play big part in their live. For example we had once a driver, who understood only little English, but he was very friendly and helpful and most of all, he wanted to communicate with us, even if it succeeds with use of arms and legsJIn general I can say that Maltese is used in most sectors of public life, like parliament, the church, the press and other media, and of course in daily conversation. English is preferred especially at the higher levels of the educational system, like university. The person which also needs to be known is Mikiel Anton Vassalli, called a father of modern Maltese language, writer and philosopher. Because of my education, I’m also interested in glottology, so once I know sth more about Mr. Vassalli I may write about him on the blog.

 Anyway my tip to all visiting Malta would be: learn at least the correct pronunciation of the cities/places you like to visit. Otherwise you might experience many funny situations. One of those happened to us as well. Once we were invited to a party in Ta’Xbiex. This is small city near Sliema( in the neighborhood of Valetta). The right pronunciation is: Tash Biesh what was not known by my husband, not remembering such crucial thingsJAnyway we were drinking coffee and talking about the plans for the evening: when we need to leave, which bus we need to take and so on. I proposed some things and Atze was looking very strange at me. When I was done with talking he was quite huffy and said:
 
-Where do you want to go now? We are invited to Ta’Xbiex?! Do you want to change our plans?

His problem was, he does not understand my( the correct one!!) pronunciation of this city!

Well, please learn on this example. Somebody can ask know: how can I know what is correct, and what not? I can only tell you, how I’ve learned some Maltese; through listening! In a bus for instance the automatically system say loud the name of bus stop and the city/village you are in. This is very helpful, believe me. And Ta’Xbiex is one of the easiest names. Please compare with: Marsaxlokk, Birżebbuġa, L-Għarb or Ix-Xagħra.
 
  There is one more thing I want to write about. Some of Maltese cities have double names: the modern one and the old one. From our experience we can say, the old names are being in use much more often than the new one. Please let me give you some examples: the capital of Malta known as Valetta is called Il-Belt, Vittoriosa, one of Three cities is called Birgu, the capital of Gozo known as Victoria is named Rabat. This one any many other ‘traps’ are waiting for all interested in Maltese language ant its use in everyday life.  

        
For more information please visit:
 



For all minimalist ;-)
 
 Ma nitkellimx (tajjeb) bil-Malti.

 (ma nitkellimsh tajeb bil malti)

  I don’t speak (much) Maltese


 
 Wyjątkowość języka maltańskiego
  Po artykułach na temat maltańskich przysmaków, roślin czy kocich obywateli, nadszedł czas na krótką informację o samym języku. Wiem, że podstawowe informacje na temat maltańskiego są szeroko rozpowszechnione, nie zamierzam więc powtarzać znanych już faktów. Dla wszystkich jednak, którzy nie wiedzą jak wyobrazić sobie brzmienie tego języka, powiem jedynie że jest to mieszanka staro-arabskiego, włoskiego i angielskiego. Maltański to także jedyny język semicki zapisywany alfabetem łacińskim. Myślę, że już po tym krótkim opisie można dojść do słusznego wniosku, że przeciętny turysta, nieważne czy z Europy, czy też z Bliskiego Wschodu, bardzo niewiele zrozumie z rozmów Maltańczyków. Podczas pobytu na wyspach można oczywiście przyswoić sobie kilka prostych zwrotów czy wyrażeń, jednak nie sposób nauczyć się nawet podstaw tego języka na przykładowo 2 tygodniowym kursie. Nie chcę nikogo zniechęcać, osobiście uważam, że dobrze byłoby znać maltański, z drugiej strony nie lubię koloryzować faktów. Jeśli więc ktoś uważa, że może nauczyć się maltańskiego z dnia na dzień, nieco się rozczaruje.

 Od uzyskania przez Maltę niepodległości w roku 1964, na Malcie obowiązują dwa języki oficjalne: maltański i angielski. Większość osób pracujących w sektorze usługowym oraz turystycznym mówi płynnie po angielsku. Zdarzają się jednak osoby, które znają ten język bardzo słabo, nie stanowi to jednak większego problemu w komunikacji. Dlaczego? Ponieważ Maltańczycy to bardzo otwarty naród, kiedy więc ktoś widzi, że ani my nie znamy maltańskiego ani druga strona angielskiego, bądź innego języka obcego, rozpoczyna się rozmowa przy użyciu rąk i znaków niewerbalnych.

 Z doświadczenia mogę powiedzieć, że trafiliśmy kiedyś na maltańskiego kierowcę, odbierającego nas z lotniska, który ni w ząb nie znał angielskiego. Dowiedziałam się od niego jednak wielu ciekawych rzeczy, zaś sama rozmowa była przezabawna! Nie każdy zna również angielski, ale nie bójmy się podróżować na Maltę! Tutaj jako przykład podam moją dzielną Mamę, która przy pomocy jedynie języka polskiego poradziła sobie nie tylko na Malcie, ale i na przykład w Meksyku, gdzie była nawet tłumaczem(!!!)dla innych członków wycieczki, podczas zakupów na bazarze.


   Można generalnie powiedzieć, że język maltański używany jest dziś głównie w większości sektorów życia publicznego (urzędy), w parlamencie, liturgii kościelnej, prasie oraz mediach oraz oczywiście w codziennych rozmowach. Angielski preferuje się zaś jako język szkolnictwa wyższego. Każdy Maltańczyk cieszy się oczywiście, jeśli wykazujemy zainteresowanie jego mową ojczystą. Nie należy jednak przesadzać. Warto wiedzieć na przykład jak poprawnie wymawiać nazwy miejscowości, do których podróżujemy, ale bez sensu jest zadawać jakiekolwiek pytanie po maltańsku, jeśli wiemy, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć odpowiedzi. Kryje się za tym pewna uniwersalna logika, dotycząca pobytu w obcym kraju. Co do nazw miejscowości, to niestety dla mojego męża, musze tutaj przytoczyć pewną historię. Wybieraliśmy się do znajomych w miejscowości o wdzięcznej nazwie Ta'Xbiex. Ciężko tutaj wyczuć, jak to przeczytać, choć nazwa nie jest specjalnie długa. Moja metoda nauki polegała zawsze na słuchaniu zapowiedzi w autobusie, gdzie oprócz nazwy przystanku podawane jest także miasto. Ponieważ trasę w kierunku Ta'Xbiex już nieraz pokonywaliśmy, zapamiętałam że x czytamy jak polskie sz. Miejscowość ta nazywa się więc Tasz Biesz. Mój mąż niespecjalnie zwracał na to uwagę i z uporem maniaka czytał x jak x. Popołudniu usiedliśmy przy kawie i zaczęliśmy rozmawiać, o której wyjedziemy, ile jeszcze mamy czasu itp. Zaproponowałam kilka rzeczy i zapytałam Atze co o tym myśli. Na to on, z nieukrywanym oburzeniem, odparł:

-Ale dokąd Ty znowu chcesz jechać, przecież jesteśmy umówieni gdzie indziej!
Nie zrozumiał po prostu o jakiej miejscowości mowa.
 
Obiecałam nie powtarzać znanych już faktów, jednak nie jestem pewna, czy każdy słyszał o człowieku imieniem Mikiel Anton Vassalli, którego uważa się za ojca nowoczesnego języka maltańskiego. Ponieważ ze względu na moje wykształcenie, jestem zainteresowana szeroko pojętym językoznawstwem, niewykluczone że w najbliższej przyszłości napiszę trochę więcej o tym pisarzu i filozofie, który posiada niejeden pomnik na Malcie.  
 
Abstrahując od samego języka, muszę wspomnieć o jeszcze jednej kwestii, a mianowicie o nazwach własnych na przykładzie miast. Maltańczycy mają, nieznaną mi dotąd, skłonność do nazywania kilku miast po swojemu, to znaczy przy użyciu nazw staro-arabskich. Mówiąc o stolicy Malty można więc użyć nazwy Valetta, jednak mile widziana będzie Il-Belt. Miasto o wdzięcznej nazwie Vittoriosa, nazywa się raczej Birgu, zaś o stolicy Gozo, której oficjalna nazwa brzmi Victoria, mówi się Rabat. Łatwo tutaj pomylić Victorię leżąca na Gozo z podobnie brzmiącą Ir-Rabat, jak nazywa się miasto obok Mdiny na Malcie. Takie to, i jeszcze wiele innych pułapek, kryje przed nami piękny język maltański.
 
Zainteresowanym nauką, polecam następujące strony internetowe:
Zaś wszystkim tym, którzy są minimalistami, proponuję wykucie na pamięć poniższego zdania:
 Ma nitkellimx (tajjeb) bil-Malti.
          
Nie mówię(zbytnio)po maltańsku.
 Wymowa: ma nitkellimsz tajeb bil malti
 
 

czwartek, 21 stycznia 2016

The mystery of carob tree/ Tajemnica drzewa karobowego




 







The mystery of carob tree


Have you ever heard about the carob tree? No? Do not worry, neither did I before I visited Malta for the very first time. The fruits and seeds of Ceratonia siliqua, commonly known as the carob tree, St. John's-bread or locust bean are known since centuries and have many various uses.  Let’s start with their origin. The carob tree comes from Arabia and came firstly to Egypt in the 2nd century B.C.
The Egyptians used the wood for constructions, as well as the extract from carob tree fruits for conservation of textiles (embalming). In the old Egyptian hieroglyphic alphabet we can also find a symbol, looking like the fruit of locus bean, which meaning is being translated as adjective ‘sweet’.  From Egypt the carob tree spread to Italy and Greece and later to the whole area of Mediterranean See. Many centuries later, the seeds have been brought to both Americas by migrants, but this is a different story. The common name, St. John's-bread comes from the bible story of John
the Baptist.


Coming back to the tree itself:  my main source of information about the plant itself, as well as about harvesting, was small shop with local Maltese products on Gozo in Craft Village. We visit it every time we are around, as the employees are always open-minded and helpful. In the shop there is also a possibility to try the products before buying, as well as asking questions about the particular goods.


As I asked about production of carob fruit extract and get known that the fruit need one year to get mellow. Another ‘problem’ is harvesting, because the trees are flowering at the same time and care has to be taken not to damage the flowers and the next year's crop. Carob trees enter also very slowly into production phase. A tree is ready to get fruits firstly after 3-4 years. In some regions, where the soil is very poor, the nonbearing process can take up to even 8 years!

At the beginning of this post, I’ve noticed the carob tree fruit is being used for many various products. These are for example:

·         Maltese carob liqueur;

·         substitute for chocolate, coffee or sugar(natural sweetener);

·         carob syrup (ġulepp tal-ħarrub

·         in the past the seeds of carob tree have been used for  weighting of gemstones, from the Greek name of carob tree comes also the contemporary name for measure of purity for gold ( carat);

·         animal feed;

The products of carob tree fruit can be buy in shops with traditional Maltese food or sometimes in some small shops with souvenirs or rarely in supermarkets.


 


 Tajemnica drzewa karobowego

Nie jestem pewna czy wszystkim czytelnikom bloga znana jest nazwa podana w temacie posta.
Ja osobiście z tym określeniem spotkałam się dopiero podczas naszej pierwszej wizyty na Malcie. Wcześniej słyszałam co prawda o chlebie świętojańskim, nie wiedziałam jednak z owoców jakiej rośliny jest wytwarzany. Szarańczyn strąkowy, drzewo karobowe, karob, ceratonia to tylko kilka nazw opisujących drzewo o łacińskiej nazwie Ceratonia siliqua, którego tajemnice chciałabym tutaj wyjawić. Przyjmuje się, że pochodzi ono oryginalnie z Półwyspu Arabskiego, zaś w II wieku przed Chrystusem zostało sprowadzone do Egiptu.  Co ciekawe, ekstrakt z owoców drzewa karobowego był używany prawdopodobnie także przy mumifikacji, jako środek konserwujący do tkanin. Również wśród egipskich hieroglifów znajdujemy symbol, przypominający owoc karobu, który tłumaczy się jako przymiotnik słodki. Z Egiptu uprawa drzewa rozprzestrzeniła się do Grecji i Włoch potem zaś w całym regionie Morza śródziemnego, dużo później, a mianowicie w XIX w. nasiona karobu przebyły wraz z emigrantami drogę przez ocean i trafiły do obu Ameryk.

Wzmianki na temat owoców szarańczynu znajdujemy również w Biblii. Przyjmuje się również, że to właśnie z biblijnej przypowieści o Janie Chrzcicielu, który podczas pobytu na pustyni miał się żywić się miodem i szarańczą, pochodzi pospolita nazwa owocu, chleb świętojański. Skąd taki pomysł? Otóż hebrajskie określenie dla szarańczy(hagavim)i karobu  (haruvim)  różnią się tylko jedną literą, niewykluczona jest więc tutaj pomyłka tłumacza. Interesujące jest także nowe spojrzenie na przypowieść o synu marnotrawnym, jakie dała mi wiedza na temat drzewa karobowego. W Biblii czytamy, że z głodu żywił on strąkami rzuconymi świniom. Wielu badaczy jest zdania, że chodziło tutaj o owoce szarańczynu, które do dziś dnia są przerabiane na karmę dla zwierząt hodowlanych. Nie jest to jednak jedyne zastosowanie owego owocu. Wcześniej był on dla krajów Morza Śródziemnego substytutem cukru, kakao oraz kawy. Znany jest także mit mówiący o tym, iż nasiona karobu mają jednolitą wagę, przez co stosowane były w jubilerstwie do ważenia kamieni szlachetnych. Od greckiej nazwy drzewa karobowego narodziło się także określenie karat. Dlaczego wspominam więc powyżej o „micie”?


Całkiem niedawno naukowcy z Uniwersytetu w Zurichu postanowili przeprowadzić eksperyment, który potwierdzałby tezę, mówiącą o jednolitej wadze nasion karobu. Wyniki badań pokazały jednak, że ich masa różni się między sobą do nawet  25%, zaś to nic innego, jak tylko oko wykwalifikowanego jubilera potrafiło, i wciąż potrafi, oszacować, które z nasion ma ową idealną wagę 0,2 g. Granica ludzkiego błędu wyniosła 5%, udowodniono więc, że w przeszłości do ważenia szlachetnych kamieni używano nie wszystkich, lecz tylko wybranych, idealnych nasion karobowca o wadze plus minus 200 mg.
 
Wróćmy jednak do samego drzewa. Podczas ostatniego pobytu na Gozo wstąpiłam jak zwykle do sklepiku z maltańską żywnością w wiosce wytwórców Ta' Dbiegi. Pracownicy tego sklepiku są otwarci na wszystkie pytania, wyjaśniają, pozwalają posmakować likierów, miodów i innych tradycyjnych wyrobów przed zakupem, jak również doskonale znają skład wszystkich produktów oraz proces ich powstawania. Ciekawska z natury, trzymając w ręku słoiczek ekstraktu z owoców drzewa karobowego zapytałam jak wygląda jego produkcja. Dowiedziałam się, że na owoce trzeba czekać cały rok, pojawiają się one także na drzewie równocześnie z kwiatami, przy zbiorach należy więc bardzo uważać, aby nie zniszczyć kwiatów, co oznaczałoby brak zbiorów w kolejnym roku.  Jedno drzewo w zależności od wieku, dostarcza od 75 kg do nawet 250 kg owoców. Proces produkcji czarnego jak smoła ekstraktu to czasochłonne zajęcie. Wpierw gotuje się owoce z cukrem w wielkiej kadzi, aż do uzyskania jednolitej masy. Następnie należy tak uzyskaną substancje przepuścić przez sita, aby na końcu powstał ekstrakt o bogatym zastosowaniu. U nas w domu słodzimy nim zimą herbatę, dodaję go czasem do ciast, amatorzy chleba z miodem, mogą go zaś spożywać na śniadanie. Podobny produkt znany jest również w Turcji, dlatego moja znajoma, z pochodzenia Turczynka, poprosiła mnie w zeszłym roku o słoiczek ekstraktu z karobu, ot dla porównania. Przetestowała ona ten produkt w domu i na końcu stwierdziła, że maltański wyrób jest lepszy od jej rodzimego. Myślę, że świadczy to o dobrej jakości i smaku tego unikalnego wyrobu, który polecam również przy kaszlu oraz przeziębieniu. Słoiczki różnej wielkości znajdziemy nie tylko w sklepach z oryginalną maltańską żywnością, lecz także często w małych sklepikach z pamiątkami czy niektórych supermarketach.  

 
 
 

niedziela, 17 stycznia 2016

Horse cabs in Malta/Taksówki konne na Malcie


Horse cabs in Malta (karozzini)

They are romantic and old-fashioned, as well as ecological. You can use them for sightseeing or just for a short trip round the city, when you need to go through the long, narrow streets. Officially the horse cabs shall be available in following cities:

·  Valletta;
Sliema and St. Julians;
·   Rabat
Buġibba
Qawra
But we have seen then until now in Valetta, Rabat and Mdina
( the former capitol of Malta) only. What is important, please do not be afraid, they are NOT EXPENSIVE, so if any of ‘carters’ asking you, if you need a ride, take this chance! This is not only a great experience, but also you can talk with the carter, who knows a lot about the city, you are visiting, and is willingly giving away some secrets about the streets and buildings, you are passing through. The idea itself is not new, this kind of cabs can be find in many countries and cities, but in Malta you can take this taxi in summer and in winter time, as it’s always a pleasure using it. I can recommend this mean of transport for all, who like slow-sightseeing and knowing better the local culture from the inside. Another important point is: a carter will never betray you, giving high price at the end, as you can settle the price at the very beginning. So, next time do not poison the environment with going by car or bus, but go straight to the next horse cab point.


 

Private Tina's collection of post cards
Taksówki konne na Malcie
Są romantyczne, troszkę staroświeckie i nie zatruwają środowiska. Można użyć ich w celu zwiedzania nieznanego miasta, bądź po prostu w razie potrzeby przemieszczenia się z jednego końca miasta na drugi, co nie zawsze jest możliwe przy użyciu samochodu. Oficjalnie mówi się, że konne taksówki dostępne są w następujących miastach: 
Valletta
Sliema i St. Julians
Rabat
Buġibba
 Qawra
 
Niemniej, nam do tej pory udało się na nie natknąć jedynie w Valettcie, Rabacie i Mdinie( poprzedniej stolicy Malty). Co jest dla mnie osobiście bardzo ważne, żaden turysta nie musi się obawiać astronomicznych cen ( to nie Zakopane ;P). Woźnica lubi się targować i ustala kwotę za przewóź na początku, zanim jeszcze wsiądziemy do karocy. Oszczędza to niepotrzebnych sprzeczek i nerwów na przystanku końcowym. Pamiętajcie także, że Maltańczycy to ludzie honorowi, dane słowo ma dla nich większe znaczenie niż pieniądze, jeśli więc ktoś umówił się z Wami na przykładowo dziesięć EUR, na pewno nie zażąda ani centa więcej. Nie musze chyba nikogo przekonywać o zaletach takiej przejażdżki? Wiatr we włosach, powolne zwiedzanie , czas na robienie zdjęć oraz rozmowa z woźnicą, który nierzadko zdradza lokalne sekrety. Kiedy więc będziecie na Malcie, nie szukajcie innego środka transportu, tylko biegniecie od razu do punktu taksówek konnych! Naprawdę warto!